skitsnackI wanna fuck a dog (another one)
Witamy państwa an jedynej w swoim rodzaju wystawie, na której możecie stanąć oko w oko z Kasiulem wewnętrznie roześmianym od nereczki do nereczki. Jedyna takla okazja, która może już więcej się nie powtórzyć!
Choć wstaję o porach niewdzięcznych, uciekają mi autobusy trzy, a tu już epoka lodowcowa. Zamiast pozwolić wymiętemu umysłowi przespać trasę przystanek- szkołanate, prowadzę rozmowę z prof. A, na temat pogody, chronicznego kataru i zmiany daty. Jestem pogotowiem przytulającym, dowiaduję się wszystkiego, co inni już wiedzieli. Czuję się potrzebna. I coraz bardziej wierzę w to, że liceum jednak fajne jest.
green-islands 2006-10-20 21:17:05
skomentuj (4)
free hug
kilku
Weekend, starówka, ściskamy naród.
green-islands 2006-10-13 16:40:25
skomentuj (3)
liceum dobra rzecz
Gdzieś tam na dziewiątej chmurce...
green-islands 2006-10-04 18:22:41
skomentuj (4)
i want to fuck a dog
Nie dosypiam. Przesypiam dziennie dużo więcej niż wynosi nasza uboga średnia krajowa, a i tak padam na nos. O godzinie kiedy to jedni kończą oglądać serial taki-a-taki bądź siadają do geografii/ fizyki/ chemii/ bądźinnegozłegoprzedmiotu, ja padam pod kordełką. A kawy mi się rano robić nie chce. Czasu starcza na dwa prowizoryczne sandłicze obwinięte folią rozrywalną. Autobus linii bylejakiej dowozi mnie na bylejaki przystanek. Bylejakie 5 minut później stoję pod niebylejakim śmietnikiem czekając jedną z niewielu istot, która nie patrzy na mnie z politowaniem bo ciągle alienuję się od klasy nie chodząc z nimi do lasu. A to pech. Gonitwa pomiędzy olimpem, katakumbami a nekrologami już nie przyprawia mnie o zadyszkę. Odnalazłam sens życia i salę 74. Pozostaje mi jedynie tajny korytarz do IBowskiego kibelka.
green-islands 2006-09-26 21:24:46
skomentuj (2)
ściąć wysokie drzewa!
Niuch. Niuch. W nowopomalowanym zielonym pokoju unosi się piękny, świeży aromacik. Mocna herbata, wielkie dawki imbiru, cynamonu i goździków. Nie. To nie najnowszy zapach "smrodozabijacza". To wyprodukowany domowymi sposobami zapach o nazwie jak na razie żadnej. Wyprodukowany dzięki lenistwie producentki. Która to legnąwszy na materacu (coby spadać było niżej) nie czuje się zobowiązana do wyniesienia kubka z farfoclami spowrotem do Krainy Jednego Zlewu gdzie jej odstające uszy są wciąż narażone na bębnienie dwóch metalowych rurek. I tego powinni uczyć na PO. No bo oczywiście w życiu przyszłym co rusz będę uciekać przed atakami bombowymi. I z wielką chęcią będe to robić. Tylko najpierw mi powiedz, drogi El Comendante- jak uciec przed dzwonkiem?
Pierwsze trzy dni w nova skula zaliczone. Powiem Ci Jag heter Kasia, ale nie zrozumiem nic z tego co mi odpowiesz. Umiem dzielić po angielsku. Ba, przepierwiastkuję Ci coś nawet. I wiem jak zrobic sekundę sposobem domowym. I, że pod Paryżem znajduje się taki klocek. Ale nie wiem jeszcze jak wytrwać.
green-islands 2006-09-12 21:11:56
skomentuj (7)
zgłodniałam
Pyk. Myk. Cyk. Fik. Wakacje 2006 zakończone prawie już. Już nie należę do społeczności delasallki, teraz jestem małym, wadliwym trybikiem w machinerii znanej publicznie jako lo 3 w gdańsku. Przez dziadka nazywana Jesioniówką co chyba ma na calu zirytowanie uczniatopolówki-to-be. Bezowocnie.
Przezyłam 75 dni słodkiego obcyndalania się. Nie tak jak to było wcześniej ustalone. Wymarzone raczej. Bo miało być więcej. Szwędania, chodzenia, siedzenia, radosnego zabijania czasu. Ale nie mogę narzekać. I nie chcę. I ba! Nie będę nawet.
Nie nauczyłam się nic. Ciągle jestem nadpobudliwą egoistką. Nie umiem zbawiać świata i naprawiać roweru. Umiem odnaleźć drogę w parku, zrobić jajecznicę z łososiem i znam historię żarówek. Przydatne.
Wytrzymałam 75 dni bez mięsa. Wyczyn żaden. Warzywa, grzyby i sliskie stworzenia z ogonem skutecznie mnie zapychały dzień w dzień. Nigdy nie zjadłam tylu ryb. Tuńczyki, łososie, dorsze, mintaje i to białe takie. A nawet to z naroślami na muszlach.
Na bezludną wyspę wezmę ze sobą fish 'n chips. I zenka.
Wybywam do Cetniewa. Poznać trybiki.
green-islands 2006-09-03 14:55:12
skomentuj (1)
poliglota chce kota
Zaniedbalam. Spieprzylam sprawe. Nie pielegnowalam, nie zamiatalam i nie przynioslam cieplych kapci. Przez ponad miesiac. Ale mam duzo na swoje usprawiedliwienie, jak zwykle. Duzo sie dzialo. Byl koniec, potem byla nicosc, potem wiewiorki, zerowanie na rodzinnym mydle panny F., pelikan, kolejna nicosc i Fulmer. Moj drugi dom. Bo to do mnie w koncu dotarlo. Tylko w trzech domach wiem gdzie szukac czystych szklanek czy papieru toaletowego: u mnie, u babci i tutaj. Nie jezdze na wakacje, nie jezdze do rodziny. Jezdze do siebie, do domu. A sprzatac i tak musze;) Lubie ten dom, lubie ten pokoj, tego psa, nie znosze tych sasiadow.
Jestem w Anglii. A czuje sie jak w Polsce. Jedyna roznica jest angielska telewizja. I brak polskich literek. Pies reaguje na 'siad', w nocy, po pijaku mamy koncert polskich piosenek. jak w domu. Jak w domu.
Shall we call it a day? Yeah, I think we could. Bo zaczal sie nastepny odcinek Friendsow. Chyba zdurnieje.
Tak, nie ma polskich literek. Blame it on the moon.
Seidi znow pierdzi, a twoj tata cieknie. I tyle.
green-islands 2006-08-12 19:27:59
skomentuj (3)
lönlös
pyk czy
cyk?
kär
fröken
A.
fröken
K.
fröken
K.
fröken
M.
arkivalier
mars
april
maj
juni
juli
augusti
september
författa
Kasiul.
pyk a dowiesz się więcej.
hantverk
Całość, obsiądnięta
konserwami w muchy, została sHTMLowana przez
kasiula. Obyło się bez interwencji brószy. Paszki są kreacją własną. Tradycyjnie dziękujemy
mamusi i
koszu na śmieci. Nawet ostatni kretyn by tego nie tknął. Czyżby nie było widać adresu jak byk? A nawet jeśli, za bardzo się nie napracowałam więc bierz kto chętny.